Szablon by
:: Sh ::
Ferie. Czas wolny. Dużo czasu wolnego. Dużo czasu spędzanego samotnie w domu, podczas gdy mama jest w pracy. W końcu zebrałam się w sobie do napisania tej notki. Musiałam sobie to poukładać i przemyśleć. Pozwolić żeby emocje jako tako opadły i żebym mogła to opisać bez większych emocji.
O czym mowa? Mianowicie o tatusiu. Kim jest ojciec nazywany przez dzieci tatą, tatusiem? To ten którego powinniśmy uważać za wzór do naśladowania przez facetów. Każdy nasz facet musi być podobny do niego, czyż nie? Okazywać mu należyty szacunek. On rozpieszcza jedyną córeczkę.. To jest „córeczka tatusia”. Jest wzorem najlepszego na świecie mężczyzny, super bohaterem. To on ratuje nas przed potworami, które zimują pod naszym łóżkiem czy w szafie. To on czyta nam bajki. Tak być powinno. Ale nie zawsze tak jest. Ja nie mam takiego szczęścia. Mój „tatuś” jest wybitnym wyjątkiem. Nie uważam, że jedynym. Pewnie jest takich na pęczki, aczkolwiek ja sama osobiście nie znam żadnego podobnego. Tylko ten jeden egzemplarz. Może przejdę do sedna..
Trochę czasu temu znalazłam mojego „kochanego tatusia” wyduszając informacje od wujka, który pod takim naporem w końcu pękł. Powiedział co pamiętał i w ten sposób doszłam do samego „tatusia”. Nie mogłam wcześniej tego opisać, bo musiało się to uleżeć we mnie i emocje musiały trochę opaść. Teraz podchodzę do tego bardziej chłodno, na pewno nie bez emocji bo z tego nie da się ich wyrzucić. Od wujka dowiedziałam się, że on i mama to związek, który nie miał prawa bytu. Mianowicie byli kochankami. On miał/ma nadal żonę. Kiedy z nim rozmawiałam to powiedział, że nie rozumie po co go znalazłam, bo nawet jeśli jestem jego córką to nie pozwoli na to, żebym zniszczyła mu i jego rodzinie życie. Oświadczył, że jeśli liczę na jakieś pieniądze to mi ich nie da, bo nie ma pewności czy jestem jego córką, „a badań DNA robić nie będziemy, bo to rozpieprzy wszystko”. Powiedział, żebym znikała jak najszybciej, a on żałuje tego wszystkiego i gdyby mógł cofnąć czas, to zrobiłby wszystko żeby tak się nie stało. Tak więc dowiedziałam się sporo. Wiążąc to z tym co powiedziała kiedyś mama o dziwo na trzeźwo, że mnie nie chce i chciałaby cofnąć czas, żeby to się nie zdarzyło, wywnioskowałam że jestem nie chcianym dzieckiem z jednej jak i drugiej strony. Extra.
Zniszczyłam im życie. Kurcze. Ale zaraz.. czekajcie.. czy to nie oni zrobili mnie, mojemu dzieciństwu? Ta rozmowa z „tatusiem” totalnie mnie pozbawiła wszelkich nie wiem jak to określić .. nadziei że jest ktoś dla kogo jestem ważna czy coś.. Nie mówię tu o tym, że nikt mnie nie chce. Chodzi mi raczej o tych pierworodnych – rodziców. Ale no cóż.. Czasem życie pozbawia wszelkich nadziei.
Całą tą notkę pisałam 2 tygodnie, codziennie po trochu. Jest ona dłuższa, bo dołożyłam do niej więcej informacji takich bardziej z bieżących i mało istotnych spraw. Teraz po niedzieli wraca szkoła. Nowy semestr.. Postanowiłam, że moje oceny, obecności muszą się poprawić i chcę dążyć do paska na świadectwie! Żeby coś innym udowodnić? Nie wiem, może i tak.. ale przede wszystkim dla siebie. W końcu nic lepiej nie poprawia samopoczucia i samooceny jak jakiś sukces.
I na koniec coby tak smutno nie było powiem wam, że coraz lepiej wychodzi mi to co kocham, czyli śpiewanie. :) Na koncercie w Padwii było fajnie, a potem był powtarzany w Skopaniu. Usłyszałam opinie, że byłam najlepsza ze wszystkich śpiewających i „świetnie rozluźniłam atmosferę” :) W końcu jak się nie rozluźnić patrząc na jakąś wariatkę całą w pianie :D (piosenka o śniegu .. więc śnieg .. znaczy się piana :D )

W sumie nie wygląda jak piana :D

:)
Czasem życie jest przytłaczające. Mam nadzieję, że potem mi choć trochę odpuści :)