Szablon by
:: Sh ::
Po tym co wydarzyło się ostatnio z tym gazem dopadł mnie lęk przed prawdziwym pragnieniem, mianowicie wyrwaniem się z domu na studia i dalsze życie.. I nie chodzi mi tu bynajmniej o sam fakt studiów a o to, że mama zostanie sama – bez żadnej kontroli. Bo będąc w domu mogę jej pomóc dojść do łóżka jak się przewróci po drodze lub w łazience, albo chociażby wracając do ostatniego – zakręcić gaz i wywietrzyć mieszkanie. Mogę zadbać o nią i siebie. Jak wyjadę – o ile mi się uda – ona zostanie sama. W dodatku będzie przepełniona jakimś tam żalem, że jedyna córka, że zostawiła, że pojechała, że nie ma. Nie wiem.. W tym stanie w jakim się znajduje to innych argumentów nie potrafię podać, zwłaszcza przypominając sobie 1 listopad rok temu, kiedy to całkowicie na trzeźwo powiedziała, że żałuje że mnie urodziła i że w ogóle zaszła w ciąże i facet (potencjalny tatuś) ją zostawił. Ale boję się tego, że wyjadę i będą mnie zżerać wyrzuty sumienia.. A co jeśli odkręci gaz i pójdzie spać? Mnie nie będzie.. Co jak się przewróci, uderzy o coś głową..? Nie dam sobie z tym rady pod względem psychicznym. Wiem, że powinnam myśleć o sobie i o tym co jest dobre dla mnie, przestać żyć życiem matki, ale nie potrafię tego od siebie odsunąć. Chciałabym jej pomóc wyjść z nałogu jakim jest alkoholizm.. Ale nie mogę nic zrobić, ponieważ ona tego problemu nie widzi. Mogłabym ją wysłać na przymusowe leczenie, ale nawet jeśli by tam poszła to później wróciłaby do tego samego. Bo tak naprawdę zrobiłaby to na przymus, żeby szybko wszyscy zostawili ją w spokoju bo ona nie ma problemu tylko ja go sobie wymyślam.
W każdym bądź razie, po kolejnym tygodniu wolontariatu w Ośrodku Opiekuńczo-Wychowawczym, po poznaniu kolejnych osób które tam trafiły, nie chciałabym tam trafić. Większość dzieci i młodzieży jest tam właśnie po takich wypadkach jak rodzic alkoholik, rodzice w separacji/rozwodzie nie potrafią się dogadać przez co zaniedbują wszystko dookoła itd. Wchodzę z energią, żeby zobaczyć uśmiechnięte buźki a wychodzę wypruta z radości jaką miałam wcześniej. Ale mimo wszystko lubię tam chodzić. Lubię mieć uczucie, że przekazuje im coś co im pomaga w jakiś tam sposób walczyć z rzeczywistością. Lubię siedzieć nad matematyką z Angelą i kolejny raz tłumaczyć to samo, bo wiem że ona tego słucha i próbuje wykorzystać co prowadzi do walki z rzeczywistością szkolną, oceny itd.
W czwartek wróciłam po szkole do domu, chwilę odpoczęłam, mama przyszła z pracy już podpita. Zamknęłam się w pokoju, włączyłam komputer i rozplanowałam co robić i przede wszystkim od czego zacząć żeby się przygotować na lekcje piątkowe. Mój plan piątkowy to po kolei: matematyka, fizyka, chemia, biologia, biologia, polski, PO. Nie było mnie w poniedziałek w szkole, bo byłam na odbiorze badań EEG które na szczęście wyszło bardzo dobrze, więc nie miałam ostatniej lekcji z fizyki. Pisałam i dzwoniłam do wszystkich z klasy i nikt mi nie mógł zeskanować ostatniej lekcji. Jedna jedyna osoba – Agnieszka zeskanowała mi swój zeszyt. Przepisałam. Po 18 wzięłam się za chemię – 50 zadań. Zajęło mi to trochę ale nie miałam z tym problemu. Większy problem miałam z mamą która co chwilę wpadała – już pijana – do pokoju i czepiała się o byle co. W końcu poszła spać a ja wróciłam do nauki. Ogarnęłam fizykę, biologię. Spojrzałam na zegarek - była północ. Zaczęłam przepisywać zeszyt od PO i z tym zeszło mi do 4. Potem matma - zadania. Jak skończyłam była 6. O 7 wychodziłam więc tylko zdążyłam wpisać w internet temat wypracowania na polski i wydrukować pierwsze lepsze z brzegu. W szkole udało się uniknąć wszelkich 1 i mało co dostałabym 5 z biologii gdyby nie zabrakło mi 1 słowa (nie ważnego no ale). W poniedziałek do odpowiedzi! Tak więc nie spałam całą noc, jak tylko wpadłam do domu poszłam spać i wstałam po 21.. Jest 5;30 więc pójdę się zdrzemnąć, żeby zachować jakieś pozory ;D
Więc dobranoc i dzień dobry zarazem (Nieufny głównie do Ciebie ;))